Gdy jako zakochana czternastolatka, dumnie oznajmiałam że poznałam swojego przyszłego męża, wszyscy uśmiali się i mówili że poznam takich jeszcze na pęczki . Ja przeżywałam miłość jak z filmów , zawroty głowy, motyle w brzuchu i totalne oślepienie swym wybrankiem.
Parę lat później, gdy w życiu nadszedł czas na podejmowanie dorosłych decyzji, miłość nie opierała się na patrzenie sobie w oczy czy trzymanie się za ręce. Mój "chłopiec" był mi potrzebny przede wszystkim jako przyjaciel, doradca i oparcie. Młodzieńczy mętlik w głowie i wieczna huśtawka nastrojów potrafił opanować tylko On.
Ok dwudziestego roku życia mój partner był kompanem podczas największych szaleństw .Doba wtedy nie dobiegała końca . To chyba delikatny powrót do nastoletnich lat, kiedy kocha się jak w romantycznej komedii :)
I wreszcie nastał czas silnej potrzeby stabilizacji, gdy mężczyzna jest postrzegany jako kandydat na głowę rodziny .
Tak więc przeszliśmy razem przez te wszystkie lata , u mego boku ten sam chłopiec na widok którego mdlała w wieku lat czternastu. Mieliśmy wzloty i upadki , czasem bardziej żyliśmy obok siebie, a czasem oddychaliśmy tym samym powietrzem. Walkę podejmowaliśmy nie raz , bo kochać to nie zawsze znaczy to samo ...
Mężczyzna ten jest najwspanialszym człowiekiem jakiego znam i moim najlepszym przyjacielem.
I mimo iż minęło trzynaście lat , to nadal umieram z tęsknoty gdy nie widzę go choćby jeden dzień .....



Wasza miłość pod wpływem czasu po prostu dojrzewała... lata doprowadziły do tego, że teraz możecie powiedzieć "znamy się na wylot" ... nie ma chyba lepszej relacji :)
OdpowiedzUsuńNa dalszą drogę i kolejne życiowe etapy również życzymy Wam szczęścia
http://care-mg.blogspot.com/
Piękny post :* s.
OdpowiedzUsuń